Polki na dużym ekranie

W ostatnim czasie do polskich kin trafiły biografie dwóch Polek, które swoją działalnością znacząco wpłynęły na otaczający je świat. Michalina Wisłocka i jej „Sztuka Kochania” zrewolucjonizowały podejście do seksualności w PRL-owskiej Polsce, zaś Maria Skłodowska-Curie wywarła ogromny wpływ na światową naukę, zgarniając przy tej okazji, jako jedyna kobieta na świecie, dwie Nagrody Nobla. Dwie kobiety, których życie wręcz prosiło się o scenariusze filmowe. Czy coś z tego wyszło? Jak twórcy poradzili sobie z przeniesieniem ich perypetii na wielki ekran? Zobaczmy 🙂

MARIA SKŁODOWSKA-CURIE

Noblistka, której poświęcony jest film Marie Noelle, uchodziła za oschłą i pragmatyczną damę w czerni, której największą pasją była nauka. I choć nie da się ukryć, że w laboratorium spędziła większość swojego życia, okazuje się, że ciemne suknie i poważny wyraz twarzy to nie jedyna twarz Marii Skłodowskiej-Curie. Była wykładowczynią z pasją i zaangażowaniem, inteligentną, pewną siebie kobietą, kochającą żoną, matką i siostrą. To wszystko zobaczyć można w nowej koprodukcji francusko-polsko-niemiecko-belgijskiej. Reżyser, Marie Noelle, z chęcią zajęła się historią polskiej noblistki, ponieważ jej miłością jest nie tylko sztuka filmowa, lecz  także nauki ścisłe (jest absolwentką matematyki).

Sam film jest zrobiony w dość interesujący sposób, ale niestety nie wybija się na tle innych kinowych produkcji czy nawet samych filmów biograficznych. Brakuje mu dynamiki i lekkości. Myślę też, że zupełnie nie pokazuje geniuszu Skłodowskiej, jej walki w świecie mężczyzn (mimo że Maria feministką nie była), czy też w pełni jej osiągnięć. Główna oś filmu koncentruje się raczej na jej życiu prywatnym, zwłaszcza na romansie z francuskim fizykiem Paulem Langevinem, który wywołał w tamtym czasie ogromny skandal. Poruszanie wątków prywatnych nie byłoby takie złe, gdyby równoważyły je wątki dotyczące ściśle działalności zawodowej bohaterki. W filmie nie brakuje wzmianek o jej życiu naukowym, ale są one potraktowane raczej po macoszemu.

sklodowska01

Największym atutem Marii Skłodowskiej-Curie jest na pewno odtwórczyni głównej roli, Karolina Gruszka, która świetnie wpasowuje się w rolę naukowca z pasją, ale też kobiety pragnącej miłości i poddającej się jej. Aktorka bardzo dobrze operuje językiem francuskim, który przeważa na ekranie, co dodaje jej autentyczności. Nieźle wypada również Daniel Olbrychski (czy on ciągle gra role palantów, czy tylko ja trafiam na takie jego kreacje?) i aktorzy francuscy, Andre Wilms oraz Arieh Worthalter. Niestety gra aktorska reszty obsady nie zachwyca. Plusem jest ładne odwzorowanie epoki oraz nienachalny humor. Mam z kolei pewien dysonans, jeśli chodzi o zdjęcia Michała Englerta. Nie da się ukryć, że są piękne (np. scena z powozem!), tylko… ze względu na dość chaotyczne i sztywne przedstawienie historii były momenty, w których artystyczna forma zdjęć była niedopasowana. Mogłabym nawet pokusić się o stwierdzenie, że w pewnych fragmentach filmu mieliśmy do czynienia z przerostem formy nad treścią.

sklodowska02

Film miał spory potencjał, by stać się pierwszą udaną produkcją dotyczącą noblistki, fantastyczną historią biograficzną o zasięgu europejskim (dzięki sporemu dofinansowaniu z innych państw, zwłaszcza Niemiec), ale niestety zabrakło mu polotu, większej koncentracji na mniejszej liczbie wątków (i skupieniu uwagi na naukowym dorobku Skłodowskiej-Curie), spójności. Jest ładny, ale nieco nuży. Z tego powodu polecam go głównie tym, którzy mają dużo wolnego czasu albo są bardzo ciekawi pozanaukowego życia Skłodowskiej.

SZTUKA KOCHANIA

Książka „Sztuka kochania” rozeszła się w PRL-u w nakładzie większym niż „Trylogia” Sienkiewicza, a jej autorka na zawsze stała się „panią od seksu”. Na seksualne obyczaje Polaków ma wpływ do dziś nie tylko ze względu na to, że złamała pewne tabu, dzięki któremu nauczyliśmy się mówić o seksie, ale również dlatego, że kolejne pokolenia sięgają po jej poradnik, by jak najlepiej rozpocząć swoją miłosno-łóżkową przygodę. Sama Wisłocka długo uważała się za kobietę pozbawioną seksualnego temperamentu. Między innymi z tego powodu żyła w trójkącie z mężem i najlepszą przyjaciółką. Przy tym była silnie nastawiona na naukę, jak wspomina jej córka „marzyła, że będzie drugą Marią Skłodowską-Curie”¹, przez co zaniedbywała swoje obowiązki rodzicielskie. Maria Sadowska w swoim filmie Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej podjęła próbę przedstawienia Miśki w roli kobiety, matki, lekarza, przechodząc od jej lat młodości po wydanie książki w 1978 roku.

Film naprzemiennie i wyczerpująco opowiada o walce lekarki o publikację książki, która miała otworzyć Polakom oczy na kwestie seksualne, oraz o jej prywatnych, słodko-gorzkich perypetiach życia prywatnego. I tutaj na uwagę zasługuje przede wszystkim scenariusz napisany przez Krzysztofa Raka (jego poprzednim i równie ważnym dzieckiem był film Bogowie), który umiejętnie przeplata dużą dawkę humoru, absurdu Polski w czasach PRL-u z dramatycznymi sytuacjami życiowymi. Kolejnym przeogromnym atutem jest obsada. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Magdalena Boczarska w roli Wisłockiej.

Całkowicie przekonująca niezależnie od tego, czy gra akurat 20- czy 40-latkę, czy uprawia seks na ekranie, czy się z kimś kłóci.

W jednym z wywiadów córka Miśki stwierdziła, że aktorka „chodziła jak moja mama, mówiła i zachowywała się jak ona. Powiedziałam Boczarskiej, że jest geniuszem, ma ogromny talent. Bardzo się przyłożyła do tej roli. W pewnym momencie tak weszłam w film, że widziałam w niej mamę. To jest Wisłocka. Udało się jej złapać dwoistość Michaliny”². Niektórzy mówią, że jest to rola życia Magdaleny Boczarskiej – mam nadzieję, że nie, bo mimo że zagrała fenomenalnie, mam ochotę zobaczyć ją jeszcze lepszą i wspanialszą w kolejnych produkcjach 🙂 Bardzo dobrze wypada również reszta aktorskiej rodziny: Eryk Lubos jako kochanek Jurek (byłam naprawdę pod wrażeniem jego gry!), Justyna Wasilewska w roli przyjaciółki Wandy czy Piotr Adamczyk grający męża Staszka.

wislocka02

Dużym plusem produkcji jest również sposób oddania Polski tamtych lat: scenografie i kostiumy ładnie oddają ducha poszczególnych okresów życia Wisłockiej. Zatrudnienie Krzesimira Dębskiego było również dobrym posunięciem – muzyka w filmie jest świeża i spójna z obrazem. Co z nagością? W Internecie pada trochę zarzutów, jakoby Sztuka kochania była filmem porno, a sceny seksu kipiały wulgarnością. Kompletnie się z tym nie zgadzam. Sceny seksu są erotyczne, zmysłowe, ale na pewno daleko im do pornografii. „Nic, co ludzkie, nie jest mi obce”, więc może dobrze by nam zrobiło również oswojenie się z dobrym (i ludzkim) seksem na ekranie.

wislocka01

Dorota Kostrzewa napisała tak idealne podsumowanie w swojej recenzji, że nie mogę się powstrzymać przed zacytowaniem go: „Po wyjściu z kina pozostaje refleksja, że praca rozpoczęta przez Michalinę Wisłocką jeszcze nie została ukończona. Jej sztandarowa książka wydaje się dziś tak samo potrzebna jak czterdzieści lat temu – bo choć literacka „Sztuka kochania” może się momentami wydawać staroświecka w kwestiach obyczajowych, wiedza w niej zawarta nie straciła na aktualności. Czytajmy ją i oglądajmy. Na zdrowie”³.


¹ Wywiad z 2014 roku.

² Wywiad z 2017 roku.

³ Recenzja dostępna na portalu filmweb.pl

Wszystkie zdjęcia wykorzystane we wpisie pochodzą z portalu filmweb.pl, zaś zwiastuny z oficjalnych kanałów dystrybutorów.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s