Melodramat na tak. Jojo Moyes zaprasza.

Zdarza mi się obejrzeć film albo przeczytać książkę i oceniając je obiektywnie (chociaż w rzeczywistości nie może być o tym mowy, ale przynajmniej silę się na obiektywizm) stwierdzam, że dany utwór jest niezły, może nawet dobry, ale na pewno daleko mu do arcydzieła. Mimo to, coś we mnie aktywuje. Czasem „kopie mnie w tyłek”, dając zastrzyk motywacji do działania, innym razem mobilizuje do pogłębienia wiedzy w jakichś tematach, a od czasu do czasu po prostu oddziałuje na mnie emocjonalnie i skłania do refleksji. Tak też było w przypadku Zanim się pojawiłeś (Me Before You, 2016).

Zaczęło się niewinnie. Zobaczyłam zwiastun filmu, który od razu wskazywał na melodramatyczny charakter utworu, a byłam w takim okresie swojego życia, kiedy potrzebowałam czegoś, przy czym mogłabym popłakać. Zanim się pojawiłeś trafił na moją listę DO OBEJRZENIA.

I tak, niedługo po oficjalnej premierze, przeszłam się z przyjaciółką do kina i rzeczywiście film mnie niezwykle wzruszył. Byłam idealnym odbiorcą: płakałam w momentach, w których przewidzieli to twórcy, śmiałam się przy oczywistych scenach. Po wyjściu z multipleksu nie przestałam jednak myśleć o filmie w dzień czy dwa, jak to wygląda u mnie standardowo. Wręcz przeciwnie: w głowie co rusz pojawiały się obrazy z obejrzanego melodramatu, pochyliłam się nad tematem eutanazji (w wyniku czego powstał osobny wpis), słuchałam namiętnie soundtracku (i przekonałam się do Eda Sheerana – myślałam, że to nigdy nie nastąpi ;)).

Na tej fali fascynacji historią Louisy Clark i Willa Traynora zakupiłam  z marszu trzy książki Jojo Moyes, autorki książki, która poruszyła rzesze ludzi i na podstawie której powstał rzeczony film.

mby-03

Zdecydowałam się na wersję angielską z dwóch powodów:

  1. Pracuję nad rozwinięciem swoich zdolności językowych. Jestem zdania, że czytanie książek w oryginale jest jedną ze skuteczniejszych metod nauki i ćwiczenia znajomości języka.
  2. Chciałam sięgnąć po wersję oryginalną, żeby pełniej poznać styl i język autorki, niezmieniony przez tłumacza.

Pod koniec września 2016 roku jestem już po lekturze książki i trzykrotnym seansie filmowym Zanim się pojawiłeś. Przyszedł w końcu czas na krótką recenzję :), a właściwie wskazanie kilku mocnych punktów tego utworu literacko-filmowego.

SPÓJNOŚĆ KSIĄŻKI Z JEJ EKRANIZACJĄ

Rzadko spotykam się z tym, że film jest mocnym odzwierciedleniem historii przedstawionej w książce. W tym przypadku twórcy przyłożyli się do pracy. Nie tylko dobrali odpowiednią obsadę (z naciskiem na Willa granego przez Sama Claflina, znanego do tej pory przede wszystkim z cyklu Igrzyska Śmierci, oraz Louisę, której rolę przyjęła gwiazda Gry o Tron, Emilia Clarke), wiernie odtworzyli historię (nieco okrojoną, ale raczej bez większych modyfikacji), dość skrupulatnie przenieśli dobre i naturalne dialogi bohaterów, ale co równie ważne – zachowali ciepły, humorystyczno-smutny charakter całej opowieści. Nie ukrywam, że jest to miła niespodzianka :).

HISTORIA

Gdybym miała pokrótce naszkicować, o czym jest ten utwór, to nie brzmiałoby to pewnie zbyt zachęcająco: Narratorem powieści jest główna bohaterka książki – Louisa Clark. Historia zaczyna się w momencie, gdy wspomniana panna traci pracę, a kolejna, której się podejmuje, związana jest z opieką nad sparaliżowanym Willem Tournerem. Między dwojgiem młodych ludzi rodzi się uczucie… I tak można by tandetnie zakończyć krótki wstęp do historii przedstawionej w romansie. A jednak jest w niej coś więcej.

Ta historia miłosna skłania do przemyśleń, stwarza przestrzeń do wizualizacji, bawi, wzrusza, wprawia w niepokój. Przy tym czytelnik bardzo łatwo wchodzi w świat przedstawiony i odczuwa napięcie, które budowane jest stopniowo.

mby-02

W filmie oczywiście cała akcja dzieje się szybciej, jednak nie jest to jego minus, bo swoją rolę i tak spełnia.

BOHATEROWIE

Postaci w książce są bardzo dobrze rozpisane. Poznajemy je z bliska w ich (z reguły) naturalnym środowisku. Przy tym dokładne, ale też swobodne nakreślenie bohaterów sprawia, że bez problemu możemy ich sobie wyobrazić i łatwością przychodzi nam utożsamienie się z którymś z nich. Dużym atutem książki, pomocnym w poznaniu i zrozumieniu postaci, jest język, którym się one posługują. Idealnie dobrany do danej grupy społecznej, zawiera sporo potocznych zwrotów, ale przede wszystkim autorka postarała się o jego autentyzm. Louisa, pełniąc rolę pierwszoplanowego narratora, jest nam szczególnie bliska. Znamy nie tylko jej zachowanie, ale też wszystkie myśli. Biorąc dodatkowo pod uwagę to, jak specyficzną osobą jest i jak rozwija się sytuacja, w której się znalazła, jest to niezwykle ciekawe.

LEKKOŚĆ

Zarówno film, jak i książka są przyjemne i łatwe w odbiorze. O miłości czy śmierci można pisać na wiele różnych sposobów. Jojo Moyes postawiła przede wszystkim na swoje lekkie pióro, humor (sytuacyjny to raz, ale dialogi (!)) i dużo naturalnego języka.

mby-01

Przez chwilę miałam ochotę napisać, że nie znajdziemy w tej książce literackiego rzemiosła jak np. u Mankella (o którym pisałam np. tutaj). Po chwili się zreflektowałam – lekki styl nie oznacza przecież, że ktoś nie jest profesjonalistą czy nie ma wypracowanej techniki pisarskiej. Jest to po prostu inny poziom prozy.

MUZYKA

Nie byłabym sobą, gdybym nie napisała kilku słów na temat soundtracku. Do filmu nie została skomponowana specjalna muzyka. Płyta składa się z 9 klimatycznych utworów, które idealnie wkomponowują się w film. Nie ukrywam, że czytając książkę, również słuchałam tych kawałków. Spodobała mi się zwłaszcza piosenka „Photograph” nagrana przez rudowłosego chłopaka z Wielkiej Brytanii, który już dawno temu podbił rynek muzyki pop (jak widać nie tylko nastolatki dają się porwać jego piosenkom :)).

Biorąc pod uwagę tych kilka punktów, na które położyłam nacisk, zachęcam do poznania historii Louisy i Willa. Jeśli masz, drogi Czytelniku, trochę czasu, to sięgnij po książkę, jeśli zaś możesz poświęcić tylko 2 godziny na film, to zachęcam do obejrzenia Zanim się pojawiłeś. Jestem bardzo ciekawa, czy przypadnie Ci do gustu :).

A czy Ty widziałeś albo przeczytałeś ostatnio coś, co Cię porwało, a wcale byś się tego nie spodziewał?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s