Samobójcza walka o przetrwanie

„-Tworzę oddział z najgroźniejszych ludzi na ziemi.

-Zbirów?

-Najgorszych.”

I tak, wybierając się na seans Legionu samobójców (Suicide Squad, 2016), mamy okazję poznać tę zabójczą bandę z uniwersum DC. Zostają oni wynajęci przez rząd do walki… powiedzmy, że o zachowanie porządku na świecie.

Pretendent do wielkiego hitu i kontrofensywy wobec ostatnich produkcji Marvela, niestety nie udźwignął pokładanych z nim nadziei.

Nie jest to oczywiście film zły, ale bardziej wpasowuje się w tendencyjne kino rozrywkowe, niż w trzymającą w napięciu produkcję, którą śledzimy z zapartym tchem.

To, co przede wszystkim irytuje, to połączenie miliona tematów i wątków. Mam wrażenie, że twórcy wymieszali wszystko razem w wielkim kotle, a następnie odlali do miski i oddali do dystrybucji. I tak mamy tutaj film akcji, trochę fantastyki, szczyptę romansu, sporo komedii, ale też dramatu obyczajowego. Nie chcę powiedzieć, że kiedy akcja występuje z komedią, to jest to złe połączenie, ale dorzucenie do tego kilkunastu elementów z kilku innych gatunków, wywołuje już pewien dyskomfort.

Punktem mocno powiązanym z powyższym i takim, który kłuje w oczy, jest fabuła i struktura filmu. Po jakichś 15 minutach oglądania, widz wie już w zasadzie, jak zakończy się główna oś historii, a w trakcie jej trwania otwiera coraz szerzej oczy i w głowie pojawia się „Serio, ale po co to?”. Co więcej, co rusz pojawia się pomniejszy wątek, który nie jest do końca powiązany z resztą utworu albo zwyczajnie nic nie wnosi. Zdarzają się też niestety sytuacje, w których z kolei trafia się interesujący motyw, ale nie jest potem w ogóle kontynuowany. Takie zabiegi niepotrzebnie wprowadzają zamieszanie.

SS 02

Lubię świat DC głównie ze względu na rozbudowaną psychologię postaci, zarówno tych dobrych, jak i złych. Niestety w tym filmie po pierwsze historie samych bohaterów zostały potraktowane po macoszemu, po drugie dostajemy jakąś papkę, jeśli spojrzymy na wrogów naszej ekipy złoczyńców. To, że posiadają siły ponadnaturalne, absolutnie mi nie przeszkadza, ale to jak zostali pokazani, już jak najbardziej. Oto mamy do czynienia z mitycznymi stworami, które nijak się mają do świata przedstawionego, a powody, dla których chcą być zwycięzcami są takie… wyświechtane.

Jeśli już mamy „najgroźniejszych ludzi na ziemi” to dobrze byłoby ich uraczyć godnymi przeciwnikami.

Te punkty sprawiają, że całość jest niespójna, pourywana i naciągana.

Wspomniałam jednak we wstępie, że film nie jest zły :). Jest kilka plusów, które sprawiają, że mimo wszystko można go zobaczyć i dobrze się bawić.

Na początek sami bohaterowie.

Na pierwsze miejsce aktorskie w Legionie samobójców zdecydowanie wysuwa się Harley Quinn grana przez Margot Robbie. Pamiętam jak swego czasu czytałam niepewne komentarze czy aby na pewno jest to dobrze dobrana osoba do tej roli. Myślę, że po seansie nikt nie będzie mieć co do tego żadnych wątpliwości. Quinn w wydaniu Robbie jest z jednej strony seksowna, zabawna, niezrównoważona i harda, z drugiej delikatna i romantyczna, co idealnie wpasowuje się w oryginalną (komiksową) wersję tej postaci. Dla mnie najważniejsze jest jednak to, że jest całkowicie autentyczna.

SS 01

„-Poważnie, ludzie, co z wami?

-Jesteśmy źli. Już tak mamy.”

Po tej roli ciężko byłoby mi sobie wyobrazić jąkokolwiek inną aktorkę w tej roli. Czy skradła całe show panom? Trzeba przyznać, że jego znaczną część, ale na szczęście trochę dla nich też zostało ;).

Cała paczka wypada przekonująco, chociaż nie tak wyraziście jak Harley. Ci, którzy mnie najbardziej przekonali to Deadshot (Will Smith) ze swoją szczerością, dowcipem i moralnością oraz El Diablo (Jay Hernandez) z niszczącą i nadludzką mocą, który porusza swoją historią. Nieźle daje sobie radę Rick Flag (Joel Kinnaman), koordynujący akcję i oczywiście despotyczna, a przy tym konsekwentna w działaniu Amanda Waller (Viola Davis), która zbiera do kupy całą ekipę.

Co zaś z karcianym szaleńcem?

SS 03

Po tym jak Heath Ledger w Mrocznym Rycerzu (The Dark Knight, 2008) wcielił się w postać Jokera, świat fanów komiksów podzielił się na tych, którzy to właśnie jego uważali za idealne odzwierciedlenie głównego antagonisty Batmana oraz tych, dla których jedynym prawdziwym Jokerem pozostawał Jack Nicholson z Batmana (1998). Potwierdzona informacja o tym, że w Suicide Squad rolę słynnego złoczyńcy wziął na swe barki Jared leto, wywowała sporo dyskusji. Ludzie pytali „Podoła czy nie?”, „Czy stworzy własną wersję Jokera czy dopasuje się do którejś z wcześniejszych?”, „Czym nas zaskoczy?” i „Czy przebije swoich poprzedników i zdobędzie tytuł najlepszego Jokera?”.

Po obejrzeniu filmu jednego jestem pewna: nie ma mowy o tym, by kogokolwiek przebił. Na pewno jednym z powodów jest to, że jego postać dostała bardzo mało czasu na ekranie. Ciężko ocenić czy stworzony przez Leto Joker jest w pełni przekonujący, widząc go zaledwie kilka razy podczas dwugodzinnego sensu. Kolejnym powodem jest to, że rasowy kryminalista jest kompletnie chaotyczny, a poszczególne „role”, które odgrywa są niespójne. Przez te kilka(naście) minut, kiedy go widzimy, pokazuje nam z jednej strony psychola, z drugiej zbrodniarza, z trzeciej mafioza, a z czwartej romantycznego szaleńca. Niestety nie do końca się to wszystko zgrywa ze sobą.

Na uwagę zasługuje również soundtrack. Przesłuchuję go właśnie po raz 10 chyba pod rząd i choć nie kręci mnie na tyle, by rzeczywiście później go wałkować, to przyznaję, że w filmie każdy utwór był idealnie dopasowany do sytuacji. Oglądanie poszczególnych sekwencji w połączeniu z muzyką, było w większości przypadków czystą przyjemnością.

Podsumowując, Legion samobójców miał potencjał na podniesienie, podupadłego od czasów trylogii Nolana, wizerunku DC Comics. Nie udało się tego zrobić, co nie zmienia faktu, że osobę, która będzie miała ochotę po prostu obejrzeć film, by się rozerwać, posłuchać zabawnych dialogów i zobaczyć kilka fajnych scen, te 2 godziny mogą w pełni zadowolić.


∗ Zwiastun, muzyka i zdjęcia pochodzą z materiałów dystrybucyjnych Warner Bros.

Reklamy

2 myśli w temacie “Samobójcza walka o przetrwanie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s